Pyry z gzikiem: Dogonić te marzenia
Pyry z gzikiem – Luźne, obiektywne i nietypowe podsumowanie Lechowego tygodnia serwowane głównie w poniedziałek/wtorek podczas pory obiadowej. Alternatywa dla cyklu „Na chłodno” lub jak kto woli – „Na chłodno mini” bądź „express”.
Dzień dobry. Czas na wtorkowy obiad w postaci „Pyr z gzikiem”. Kontuzja Alego Gholizadeha to dramat dla samego piłkarza i dla Lecha Poznań, który w przypadku zdobycia Mistrzostwa Polski m.in. dzięki liczbom Irańczyka, z miejsca będzie słabszy kadrowo. Ali Gholizadeh miał na stole do podpisania lukratywny, roczny kontrakt, zaakceptował roczną umowę, którą sam chciał, jednak poprosił na więcej czasu do namysłu rozważając odejście bliżej domu (Turcja, kraje arabskie). Dnia 2 maja stało się to, co się stało, Ali Gholizadeh nie podpisał wcześniej kontraktu zostając przez uraz na tzw. „lodzie”, czyli bez kontraktu od 1 lipca 2026 w jakimkolwiek innym klubie. Lech Poznań zrobił co mógł, po zerwaniu więzadeł nie mógł już podpisać rocznej umowy z Alim, skoro zawodnik będzie rehabilitował się przez 8 miesięcy i do tego potrzebował wielu tygodni na powrót do formy. Kibice Kolejorza powinni o tym pamiętać, muszą wiedzieć, że Lech Poznań w takich sprawach musi dbać przede wszystkim o swoje finanse nie mogąc sobie pozwolić na podpisanie lukratywnego, rocznego kontraktu z piłkarzem, który i tak nie zagra. Zaoszczędzone pieniądze może przeznaczyć np. na następcę Gholizadeha lub na Luisa Palmę, czyli drugiego magika muszącego już zostać przy Bułgarskiej, jeśli nagle latem nie mamy rozmontować ofensywy z jej liderów potrafiących grać w piłkę i notujących konkretne liczby.
Każdy klub piłkarski jest trochę jak autobus. Na każdym przystanku (w każdym okienku transferowym) ktoś wsiada, ktoś wysiada (ktoś przychodzi, ktoś odchodzi). Lech Poznań ma pieniądze, jest w dobrej sytuacji finansowej, dlatego wypada wierzyć, że tego lata do tego autobusu wsiądzie ktoś w czystych butach, ktoś schludnie ubrany (piłkarsko ktoś dobry) i postara się zastąpić Alego Gholizadeha, który odejdzie stąd w glorii chwały, odejdzie jako zasłużony zawodnik w historii Lecha Poznań, jeśli uda się obronić mistrzostwo. W piłce często nie ma ludzi niezastąpionych, 6 lat temu wydawało się, że w życiu nie zastąpimy Christiana Gytkjaera, a teraz jego następcą jest legendą Lecha Poznań w postaci Mikaela Ishaka. Alemu Gholizadehowi należą się owacje na stojąco za to, co zrobił dla Kolejorza. Był on wybitnym magikiem, dlatego 23 maja zostanie oficjalnie pożegnany przez klub oraz kibiców. Warto przypomnieć, że Lech Poznań nie zostawi go samego, pomoże Irańczykowi w rehabilitacji, o czym informowaliśmy już wczoraj. Lech Poznań będzie pomagał swojemu zasłużonemu zawodnikowi nawet po dniu 1 lipca, kiedy Ali stanie się tzw. wolnym piłkarzem.
Zmieniając temat. Lech Poznań finalnie odpadł z Pucharu Polski z późniejszym triumfatorem tych rozgrywek w sezonie 2025/2026. Patrząc na drogę, jaką przebył Górnik Zabrze do finału na PGE Narodowym, klub z Roosevelta zasłużył na to trofeum, które ucieszyło chyba wszystkich kibiców Kolejorza (lepiej Górnik niż Raków). Wielu ludzi związanych z Lechem ma szacunek do Górnika, bo to klub z sukcesami, tradycją, historią, z kibicami, który niebawem może stać się jeszcze bardziej poważnym rywalem dla Kolejorza, jeśli Lukas Podolski zacznie inwestować w niego poważne pieniądze. Z pewnością Zabrzanom można zazdrościć tego, co przeżyli na Stadionie Narodowym. W telewizji było słychać ten szał radości, to pie*dolnięcie po golu 2:0 w wykonaniu kilkunastu tysięcy ludzi mogących świętować pierwszy sukces górników od 37 lat, a w Pucharze Polski od 54 lat. Pięknie wyglądał obrazek, kiedy po meczu Pan Stanisław Oślizło mający prawie 89 lat, paradował po murawie Narodowego z Lukasem Podolskim. Podolski zdobył pierwsze trofeum z Górnikiem, Oślizło wcześniej święcił z Zabrzanami wszystkie Puchary w historii tego klubu, w sobotę celebrował 7 tego typu trofeum. Brawo. To były fajne obrazki, choć niezwiązane z Lechem Poznań, jednak dziś mamy inny cel i na tym się skupiamy. Wypada wierzyć, że niebawem wszystko skończy się dobrze, Lech Poznań utrzyma 1. miejsce, 16 lub 17 lipca skończy się patent Michala Gasparika na krajowe puchary (już 4 takie trofea w karierze), w boju Superpuchar Polski 2026 górą będzie Lech Poznań, który weźmie rewanż na Górniku Zabrze za to, co wydarzyło się w marcu przy Bułgarskiej.
Przechodząc dalej. W kalendarzu mamy dziś 5 maja, dlatego na myśl przyszła taka refleksja. Dwa lata temu Lech Poznań z pseudotrenerem na ławce przegrał ze zdegradowanym Ruchem w Chorzowie 1:2, miał 70% czy ileś tam procent szans na Mistrza Polski i jeszcze więcej na puchary. Każdy, kto widział wtedy fizyczno-mentalny rozkład tamtego Lecha Poznań będącego myślami tak jakby gdzie indziej, wiedział o tym, jak to się skończy. Skończyło się w sposób niestety przewidywalny. Dziś Lech Poznań jest w zupełnie innym miejscu, ma najmocniejszą mentalnie drużynę od lat, o czym było pisane w poprzednich odcinkach tego cyklu mogąc zaraz obronić tytuł mistrzowski. Był ktoś, kto 5 maja 2024 roku wierzył w coś takiego? Nie było podstaw do takiego myślenia. Kibice często słusznie narzekali w trakcie tego czy poprzedniego sezonu, „zwalniali” trenera, surowo oceniali postawę zawodników, jednak np. od 3 maja 2024 roku, od porażki na Stadionie Śląskim, nasz klub przeszedł ogromną metamorfozę sportową, mentalną i jeszcze zaliczył skok organizacyjny. Oczywiście zawsze można było zrobić coś lepiej, powinniśmy np. przejść Resovię, niektóre transfery też mogłyby być lepsze, co nie zmienia faktu, że przez te 2 lata Lech Poznań zaliczył ogromny progres, wykonał duuuży krok myśląc już o kolejnym świętowaniu 10 mistrzostwa. Gdyby ktoś 2 lata temu, na początku maja, powiedział coś w stylu. – „Panowie, musicie jakoś przeżyć lato 2024 bez pucharów, musicie przeżyć niższe zainteresowanie do maja 2025, a później będziecie celebrować 2 tytuły mistrzowskie”, to po prostu byśmy nie uwierzyli. Dwa mistrzostwa od 5 maja 2024 roku i jeszcze 1/8 finału Ligi Konferencji po dwumeczu z Szachtarem Donieck? Mało realne. Dziś można tylko bić brawa twórcom tych sukcesów, w tym zarządowi, o czym oczywiście napiszemy, gdy 10 tytuł zostanie przyklepany w sposób matematyczny.
MISTRZOSTWO POLSKI 9 MAJA O 22:30? (TRZY WARUNKI):
– Lech musi wygrać z Arką
– Jagiellonia nie może wygrać z Pogonią
– Górnik musi przegrać z Zagłębiem
Ostatni temat na dziś. Za 3 dni gramy z Arką Gdynia, przed tym meczem dodatkową motywacją dla naszej drużyny powinno być to, co wydarzyło się jesienią w Trójmieście. W głowie piłkarzy powinien siedzieć tamten mecz, rewanż za niego i ewentualne zadowolenie kibiców po tylu nieudanych meczach w Poznaniu w sezonie 2025/2026. Ambicją drużyny powinno być również zatrzymanie Edu Espiau’a, który od listopadowego hat-tricka nie zdobył żadnej bramki mogąc go już powoli wspominać jak Tomaszewski jeden występ na Wembley. W skrócie. W piątek wieczorem wszyscy musimy wyglądać jak oczy Timothego Oumy przed wyjściem na murawę w Lublinie
Celem jest wyjście na mecz z drużyną ze strefy spadkowej wyłącznie w celu wygranej, nawet bez Alego pokazanie jakości, zrewanżowanie się na Arce za 1:3 i zadowolenie 40 tysięcy ludzi. Trzeba pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak zgoda sportowa, Mikael Ishak, Antonio Milić, Pablo Rodriguez, Luis Palma czy nawet wspomniany Timothy Ouma nie mają nad łóżkiem plakatu z herbem Arki Gdynia, konkretnymi graczami i historii kibicowskiej przyjaźni raczej nie znają. Mają za to do podniesienia pieniądze z murawy, o których wielu ludzi nawet nie śniło. W sezonie 2025/2026 premie za mistrzostwo dla zawodników i sztabu szkoleniowego Kolejorza będą rekordowo wysokie, o czym napiszemy w odpowiednim newsie, więc Arka na taryfę ulgową nie ma co liczyć, a tym bardziej mając wcześniej wiele kolejek na uniknięcie sytuacji, w której obecnie się znajduje. Powoli trzeba już dogonić te marzenia, które właśnie 9 listopada 2025, po meczu z Arką Gdynia, były tak odległe, a które dziś są realne i tak blisko do spełnienia. Wszyscy odliczamy już godziny do 8 maja, do piątku, do 20:30. Będzie wiosenna temperatura, jupitery oświetlające murawę, 11 zdeterminowanych Lechitów, na końcu ma być kolejny krok do tego, co jeszcze kilka miesięcy temu było aż tak odległe. Obiektywnie dzisiaj Lech Poznań walczy o mistrzostwo sam ze sobą, w tym z własnymi problemami takimi jak kontuzja Gholizadeha, a nie z przeciwnikami, którzy o dziwo wykruszyli się w kwietniu nie mając tak dużej determinacji, jak nasi najwięksi rywale w walce o tytuł np. 16, 11, 4 czy rok temu. Dzisiaj Kolejorz nie musi wygrać wszystkiego do końca, wystarczy 6 oczek na 9, ale najprawdopodobniej 13 maja około 22:30 telewizory pójdą w ruch i z radością wylądują za oknem Czekamy, w tym w pierwszej kolejności na pokonanie Arki Gdynia. Do boju KKS!
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)
The post Pyry z gzikiem: Dogonić te marzenia first appeared on KKSLECH.com.

