Pyry z gzikiem: Nie pękają
Pyry z gzikiem – Luźne, obiektywne i nietypowe podsumowanie Lechowego tygodnia serwowane głównie w poniedziałek/wtorek podczas pory obiadowej. Alternatywa dla cyklu „Na chłodno” lub jak kto woli – „Na chłodno mini” bądź „express”.
Dzień dobry. Na początek dzisiejszych „Pyr z obiad” powrót do sprawy przedmeczowej. O pewnych tematach kadrowych można było napisać dopiero 2,5 godziny przed meczem z Pogonią Szczecin, gdy rywal był już przygotowany do spotkania z Lechem Poznań, miał wybrany skład, ustaloną taktykę i nie miał już czasu nic zmienić. Wszyscy wiemy o ważnej końcówce tego sezonu zarówno dla tego serwisu, jak i dla Lecha Poznań, wszyscy walczymy o przyszłość, dlatego informacje o nowych kontuzjach czołowych piłkarzy zostały utajnione po to, by nie ułatwiać zadania rywalom. Celowo został podany fałszywy przewidywany skład, trzeba było to zrobić dla dobra całego Lecha Poznań i zapewne wielu z Was to rozumie. O nowych problemach kadrowych wiedziało od czwartku tylko kilka konkretnych osób przekazujących informacje i fajnie, że nikt nie wyrwał się z tą wiadomością nawet w sobotni poranek. Cicho siedzieli ci, którzy są zainteresowani zwycięstwami, w tym sukcesami klubu. Lepiej nie informować wszystkich mediów w Polsce o niektórych sprawach kadrowych, później mógłby ktoś chcieć błysnąć jako pierwszy na kanałach sm, robić niepotrzebny szum i wprowadzać nerwową atmosferę długo przed meczem.
Przechodząc do samego starcia Pogoń – Lech. O występ Roberta Gumnego na środku obrony nie trzeba było się martwić. Trudno być dużo słabszym od Mateusza Skrzypczaka, na dodatek „Guma” w latach 2021-2022 reprezentując barwy FC Augsburg na poziomie Bundesligi sporadycznie występował już na tej pozycji, dlatego o niego można było być spokojnym. Co innego w przypadku Plamena Andrejewa, który rzadko interweniował, miał problemy z celnymi zagraniami (szczególnie wykopami), ale w końcówce meczu stanął na wysokości zadania notując finalnie udany debiut. W 101 minucie Bułgar po prostu zrobił swoje, walcząc z bólem mięśnia zachował czujność, wyłapał piłkę po główce z kilku metrów i uratował zwycięstwo. Czy ta interwencja była interwencją porównywalną z tym, co zrobił Mario Gonzalez? Chyba nie. To jeszcze nie jest ta faza sezonu, do maja jeszcze trochę zostało, być może za kilkanaście dni objawi nam się ktoś inny, ktoś kto przez wszystkich zostanie nazwany bohaterem sezonu 2025/2026.
W sobotę Lech Poznań odniósł zwycięstwo będące tylko krokiem w kierunku obrony tytułu Mistrza Polski, w 29. kolejce wygrał też Górnik Zabrze z Jagiellonią Białystok, dlatego w czołówce niewiele się zmieniło, co jedynie zostało mniej kolejek do końca sezonu. Krok postawiony na obiekcie Pogoni mimo wszystko można uznać za prestiżowy, ważny, który na końcu może okazać się kluczowy. Przedwczoraj wszyscy zbudowaliśmy swoje szczęście na plecach porażki innej drużyny, co akurat w sporcie jest normalne, zawsze ktoś jest zwycięzcą, a ktoś przegranym. Pogoń Szczecin zaryzykowała planując główne obchody 78. rocznicy założenia swojego klubu akurat 18 kwietnia, kiedy Lech Poznań przyjechał, ściągnął na stadion rekordową liczbę 20991 widzów, a na końcu wygrał na oczach legend Pogoni muszących przez wiele minut oglądać bezradność zawodników chcących pójść w ich ślady. Podczas ukazania dużej sektorówki z wizerunkiem zasłużonych zawodników czy legend Pogoni Szczecin można było sobie uświadomić przepaść, jaka dzieli oba kluby. Często wszyscy narzekamy na rozczarowujące wyniki, na postawę naszych piłkarzy, wspominamy tzw. „mokre szmaty” z lat poprzednich, wracamy do nieudanych sezonów, ale my w Kolejorzu mielibyśmy ogromny problem z taką sektorówką z racji piłkarzy, którzy swoją postawą przyczynili się do wielu zdobytych trofeów. Pogoń Szczecin w sobotę ukazała na sektorówce m.in. Ediego Andradinę czy Ricardo Nunesa, czyli graczy, o których wielu kibiców w Polsce może już nie pamiętać, a tego drugiego nawet nie kojarzyć. Co oni wygrali? Nic. Widok tej sektorówki pokazał też, jak wielkim klubem w skali kraju jest Lech Poznań. U nas na takiej sektorówce zabrakłoby miejsca dla wszystkich największych postaci w historii Kolejorza.
Przekaz telewizyjny, w tym komentarz i realizacja transmisji nie oddaje tego, co działo się na stadionie. Atmosfera była gorąca i napięta, kibiców Pogoni nie załamywała gra ich drużyny, nie złamały ich 2 stracone gole, a bramka kontaktowa tylko dodała wszystkim energii. W doliczonym czasie gry wielu kibiców już stało, a już tym bardziej przy okazji każdej akcji gospodarzy czy tego słynnego rzutu wolnego, po którym piłkę wyłapał Plamen Andreev. Wtedy cały obiekt im. Floriana Krygiera z wyjątkiem sektora kibiców Kolejorza czekał na tego gola, który dla gospodarzy byłby zwycięskim trafieniem i doprowadził ich do euforii. Na szczęście tłum kibiców gospodarzy nie doczekał się bramki na 2:2, po 103 minucie słyszalny był ten jęk zawodu, trybuny szybko zaczęły pustoszeć, mało kto dziękował Pogoni Szczecin za mecz z Lechem Poznań. Dnia 18 kwietnia 2026 do Szczecina przyjechał Lech i popsuł całe obchody 78-lecia, zepsuł występ chóru, pokaz światełek, ogni, przyćmił różnego rodzaju atrakcje czy okazjonalne stroje, w których zagrała Pogoń. Od tego słynnego 0:5 w Szczecinie jest tylko lepiej, Lech wygrał na obiekcie Pogoni zeszłej wiosny, wygrał także w tym roku, popsuł gospodarzom święto i jeszcze uczynił kolejny ważny krok w kierunku 10 tytułu Mistrza Polski. Kiedyś Lech Poznań przegra w Szczecinie, za rok, za 2 czy może za 4 lata wróci stamtąd na Bułgarską bez punktów, jednak póki co na obiekcie „Portowców” znów napisał swoją historię odnosząc zwycięstwo, które jest czymś więcej, niż wygraną za 3 punkty. Takie zwycięstwo bardzo dobrze smakując napędzając przy tym kibiców, trenerów, zawodników i cały klub mogący świętować obronę tytułu Mistrza Polski właśnie dzięki prestiżowym wygranym z rywalami pokroju Pogoni Szczecin, dla której starcia z Kolejorzem zawsze są najważniejszymi w sezonie.
W sobotę wszyscy mogliśmy kolejny raz zobaczyć na co indywidualnie stać poszczególnych zawodników Lecha Poznań, którzy jakościowo błyszczeli na tle Pogoni Szczecin. Kibice mogą czuć dumę z oglądania piłkarzy w stylu Ali Gholizadeh czy Luis Palma i z mentalności drużyny, która była przecież jednym z największych problemów poprzednich zespołów czy nawet całego klubu. Przez lata często zarzucało się Lechowi brak mentalności, od kilkunastu miesięcy na tym polu jest już o niebo lepiej. Lech Poznań nie pęka w wielu ważnych meczach na krajowym podwórku, w zeszłym sezonie będąc w trudnej sytuacji zdobył Mistrzostwo Polski na finiszu rozgrywek i idzie odnieść wrażenie, że od tamtej pory z tej mentalnej siły niewiele stracił. Owszem. W tym sezonie było wiele wpadek, ligowy bilans w Poznaniu wygląda jak bilans średniaka, były gładkie porażki w pucharach z Crveną zvezdą, Genkiem czy Szachtarem, tylko one nie były spowodowane np. złym podejściem a taktyką. Mentalnie Lech Poznań dźwiga ciężar wielu meczów w Ekstraklasie, niedawno przepchnął wygraną w Lubinie nad ówczesnym liderem, nie przegrał w Białymstoku, 3 razy gonił wynik z GKS-em, jeszcze wcześniej zaliczył udany rewanż z Szachtarem w Krakowie strasząc wtedy faworyta. Teraz przyszedł Szczecin, gdzie mimo trudnej sytuacji w obronie zespół nie pękał, grał swoją piłkę, miał trudny moment w końcówce, jednak znów zwyciężył i w Ekstraklasie wciąż robi swoje. W tej drużynie brakuje poważnej rywalizacji na środku obrony, w środku pola, lecz mentalnie jest ona bardzo dobrze skonstruowana, są wychowankowie będący cały czas na dorobku, którzy mentalnie dają radę + paru doświadczonych piłkarzy takich jak Robert Gumny, Mikael Ishak, Antonio Milić, Ali Gholizadeh czy Luis Palma. Ci zawodnicy mają już swoje lata lub zebrane doświadczenie w innych ligach czy w europejskich pucharach, które teraz procentuje. Jeśli w niedzielę Lech Poznań pokona Legię Warszawa, to jeszcze mocniej napędzi się, mentalnie na pewno nie przegra tego tytułu, w maju będą mogły go zatrzymać tylko kolejne kontuzje, nieskuteczność czy indywidualne błędy w obronie.
Kończąc na dziś. Szachtar Donieck bez trudu wyeliminował AZ Alkmaar i istniałoby duże prawdopodobieństwo przejścia Holendrów także przez Lecha Poznań. Istniało by też duże prawdopodobieństwo braku wygranej nad GKS-em Katowice czy Pogonią Szczecin, a już tym bardziej w obecnej sytuacji kadrowej. Obiektywnie? Grając dalej w Lidze Konferencji mielibyśmy na dziś małe szanse na tytuł mistrzowski, który nadal zależy wyłącznie od Kolejorza rozdającego karty w wyścigu o majstra. Obecnie Lech Poznań cały czas robi swoje, w przeciwieństwie do roku 2010, 2022 czy 2025 w kwietniu próbuje uciekać zamiast gonić, jest w innej sytuacji, co z tą mentalnością szatni nie powinno być problemem. Być może dobrą wiadomością jest sytuacja w tabeli, Kolejorz nie może kalkulować, zawsze musi grać o zwycięstwo, na swoich plecach cały czas czuje oddech innych rywali czekających na jego potknięcie. Lech Poznań nie może czuć się pewny Europy, nie może czuć się mistrzem, nie ma żadnej większej przewagi punktowej, na dziś ma jedynie wszystkie narzędzia, by zdobyć to mistrzostwo i karty w ręku w postaci liderowania w Ekstraklasie. Teraz fajnie byłoby przygotować na Legię coś ekstra, gdyż rywal zapewne ustawi się nisko, będzie grał zachowawczo, z kontry, taktycznie oraz do maksimum chciał wykorzystać wszystkie stałe fragmenty gry. Będzie to więc zupełnie inny mecz od tego w Szczecinie, gdzie rywal był słabo zdyscyplinowany taktycznie, słabo zorganizowany w odbiorze i zostawiał nam mnóstwo przestrzeni przy okazji faz przejściowych. Może warto byłoby w weekend zaskoczyć Legię Warszawa oddając jej piłkę? Wystarczy raz jeszcze obejrzeć mecz z Pogonią, by dojrzeć po jakim typie akcji Lech Poznań był najgroźniejszy pod bramką Cojocaru. Taktykę zostawiamy trenerom, w tym Nielsowi Frederiksenowi, my wszyscy możemy skupić się na wsparciu, kibicowaniu, trzymaniu kciuków + na opisywaniu Lechowego życia. Do przeczytania!
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)
The post Pyry z gzikiem: Nie pękają first appeared on KKSLECH.com.

