Urodzony w siodle, czyli jak to się wszystko zaczęło.
0
Moja przygoda z końmi zaczęła się całkiem przeciętnie. Zamieszkiwałem blokowisko jednego ze średniej wielkości polskich miast. Kolega z wieżowca obok często opowiadał mi o swoich wyprawach do pobliskiej stadniny koni. Był szczęściarzem, ciocia zabierała go tam na przejażdżki konne co weekend. Z dużym zainteresowaniem słuchałem jego opowieści, wyobrażałem sobie siebie, galopującego na gniadym rumaku, czyszczącego go po jeździe i karmienie marchewkami, a nawet sprzątnie boksu. Te dostojne zwier...

