Parfjanowicz: Przewrotne kolarskie losy
Jest taki moment w transmisji z wyścigu kolarskiego igrzysk olimpijskich w Rio. Niewielu go zauważyło. Ostatnie kilometry. Rafał Majka jedzie już wtedy sam, zdołał ominąć upadających Vincenzo Nibaliego oraz Sergio Henao i ucieka po złoto. Za nim zebrała się grupka fantastycznych zawodników, ale – jak to w kolarstwie – bardziej się czarują, niż gonią. Wszyscy zmęczeni dystansem, każdy te mikroresztki energii próbuje zaoszczędzić na finisz. Nikt nie chce na swoim kole przywieźć na metę zwycięzcy.

